niedziela, 1 września 2013

Rowerowe Lato

Paktycznie przesiedziałam lato w Wielkim Mieście pracując intensywnie. Nie liczę weekendowych wypadów do rodziny na działkę, wycieczek poza miasto z Facetem Mojego Życia, czy też wypadów do rodziny daleko od Wielkiego Miasta. Weekendy nie liczą się w sensie urlopowego wypoczynku, bo za krótko trwają, ale liczą się bardzo w sensie urozmaicenia życia, naładowania akumulatorów, przeżycia czegoś ciekawego. Urlop jeszcze przede mną. Tylko kiedy go brać - dni coraz krótsze, dzieciaki do szkoły....nie wiem.
Ale i tak jestem zadowolona - przemierzyłam Wielkie Miasto rowerem wzdłuż i wszerz. Pogoda tego lata była cudowna dla rowerzystów. Można było jeździć długo w noc i cieszyć się wolnością. Mijałam rowerowych napaleńców maniakalnych i rodziny z dziećmi, singli i pary, grubasów i chudych, znajomych i zupełnie obcych. Jeździłam sama i w towarzystwie - czasem z przyjaciółmi, czasem z Facetem Mojego Życia, bardzo rzadko z synusiem (bo to obciach z matką jeździć - tak mu się zrobiło w ciągu tego lata, dojrzewa), zdarzyło się raz z sąsiadami, jeździłam z bratankiem, który gościł u nas tydzień. Jechałam ścieżkami rowerowymi, ulicami, chodnikami....jak się dało. Jeżdżę w spódniczce i sandałkach, bez kasku, bez markowych rowerowych ciuchów, nie stylizuję się. Dwadzieścia kilometrów da się przejechać bez specjalnych ochraniaczy na pośladki i bez dzwonka, światełka są konieczne.

4 komentarze:

  1. i jeszcze oczy dookoła głowy są potrzebne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę. Ja musiałam w tym roku odstawić rower w zapomnienie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dobrze wiesz, że przyjdą dobre czasy....Jeszcze sobie pojeździsz. Trzymam kciuki.

      Usuń