środa, 1 maja 2013

W Pustyni i w Puszczy i Proroczy Sen

Już po raz czwarty albo piąty czytam książkę Sienkieiwcza. Teraz to już chyba ostatni raz - wnuków nie biorę pod uwagę. Synuś ma być ostatni i już. Ja czytałam ją dla przyjemności, dzieci moje jako lekturę szkolną. Dla nich to tylko książka przygodowa, naszpikowana archaizmami i dżentelmeństwem nie z tej epoki. A ja przez dwa lata chyba bawiłam się w wędrówkę po Afryce, budowanie zeriby, polowanie na antylopy, duże drzewa w pobliskim lesie to były moje baobaby...
Z książką wiąże się moja dziwna przygoda. Kiedy byłam w piątej klasie szkoły podstawowej, z okazji majowych dni książki mieliśmy uroczysty apel, na którym między innymi grupa ochotników startowała w konkursie na opowiadanie baśni. Byłam uczestnikiem konkursu. Pamiętam, że przygotowałam jakąś baśń o dwóch siostrach wiedźmach - pewnie dobrej i złej, ale dokładnie nie pamiętam. Jako ostatni uczestnik nie zdążyłam jednak wystartować, ponieważ zabrakło czasu. Trochę było mi szkoda, ponieważ liczyłam na wygraną. W szkole zorganizowano także kiermasz książek. Miałam trochę kasy ze sobą, ale zdecydowanie za mało na śliczne wydanie "W pustyni i w puszczy". Do domu wróciłam zawiedziona i cały weekend myślałam o książce w błyszczących grubych okładkach. I wtedy przyśnił mi się pierwszy w moim życiu proroczy sen. Śniło mi się, że dostałam tę książkę jako nagrodę konkursową. Tak też się właśnie stało.
W poniedziałek poszłam do szkoły i moja wychowawczyni matematyczka wręczyła mi tę właśnie książkę z wypisaną dedykacją za udział w konkursie, przepraszając, że zabrakło czasu na mój występ. Książka jest ze mną do dzisiaj, trochę już sfatygowana - wpisano ją na listę lektur obowiążkowych, a że mam troje dzieci,  więc trochę się zniszczyła.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz